RF czyli weekend Raczej Fantastyczny

R jak ranek.
Budzik zadzwonił o porze tak nieprzyzwoitej, że język polski nie znajduje słów, aby oddać stan ducha budzonych.

Ruszajmy. Hiszpania czeka.
Jak większość pasażerów staram się w drodze odzyskać trochę snu – udaje się.

Budzimy się nad Katalonią.
<Losowa gadka o pogodzie> 10 stopni w słońcu <opowieść o południowym klimacie> wietrznie <kurtuazyjna opowieść o regionie>.

Lądujemy.
Opuszczamy salon i wchodzimy … no właśnie … tu pierwszy konkurs: gdzie na lotnisku pierwsze swe kroki kieruje prawdziwy turysta?
Tadzik z Torunia wskazuje na lotniskową kaplicę.
Mateusz z Warszawy mówi, że do banku sprawdzić faktury zapłacone.
Marek z Wiejskiej krzyczy, żeby wszystkich wykluczyć!?!?!?
Wszystkie te destynacje są oczywiście wspaniałe, lecz najważniejsze jest odwiedzenie sklepu FC Barcelony. Szybki zakup koszulek w rozsądnej cenie molto Euro i ruszamy na spotkanie z przygodą. Czytaj więcej ›

Mazda MX-5 RF … czyli jak Tomasz Knapik skradł mi premierę.

To było, chyba, jakieś 2 lub 3 tygodnie temu, kiedy ma połowica zdradziła mi, że otrzymała w prezencie wejściówki na premierę Mazdy MX-5 RF. Jak każdy szanujący się fan tych rozkosznych bezdaszników, ucieszyłem się potwornie, bo dobrze wspominam klubową premierę znad Zegrza, a i cały ten dach mnie mocno intryguje. I pewnie wszystko by było tak jak zaplanowałem, gdyby nie pewien głos…

Warto Wam wiedzieć, że większość z nas – 30cośtam i 40cośtamlatków – ma ogromny sentyment do tego człowieka. Moim zdaniem, jest to lektor jedyny w swoim rodzaju. Człowiek, który czytając dany film modyfikował go nieodwracalnie i do dziś dzień część z nas nie jest w stanie obejrzeć Terminatora 2 bez Pana Tomasza. A takich filmów jest setki, jak nie tysiące … i wbrew pozorom ten wiatrak ma sporo do podpisanego pod niniejszym tekstem piernika.

Wpierw samo elektroniczne zaproszenie przemówiło głosem Pana Knapika. A gdy stawiliśmy się w OCH Teatrze w Warszawie w same Mikołajki, ten zaprosił nas na salę, samotnie siedząc na scenie, czekając aż całość gości wygodnie się rozsiądzie. Sam spektakl, to dowcipna opowieść o przeciętnym pracowniku korporacyjnym, który kiedyś był wolnym duchem rockandrollowcem, a teraz praca skradła mu duszę i tak żyje od deadline’u do deadline’u cierpliwie czekając na – przekładany przez szefa – urlop. Finalnie, spoiler alert, zirytowana nastawieniem męża do życia żona pobudza jego wyobraźnię i aktorzy wracają do wspomnień z czasów gdy podróżowali po Włoszech… i w tym też momencie pojawia się na scenie Mazda MX-5 RF, a para głównych bohaterów ponownie przeżywa swój legendarny urlop za kółkiem japońskiego roadstera podróżując tym razem po Polsce. Uffff… Koniec spoilera. Coś mogłem z historii pokręcić, bo za bardzo byłem skupiony na głosie lektora, który co chwilę opisywał nam co widzimy na scenie, niejednokrotnie robiąc to w bardzo dowcipny sposób. Dlatego też tą opowieść zapamiętam jako podróż do starych dobrych czasów, gdzie wszystko było prostsze, lata cieplejsze, kobiety odważniejsze, samochody piękniejsze, a benzyna … no benzyna była na kartki, ale wiecie o co chodzi. Sam spektakl był utrzymany w lekkiej atmosferze, z widowni co i rusz wyłaniali się kolejni aktorzy, a latający dookoła dziennikarze przerywali powagę spektaklu swoimi migawkami i przeprosinami za podeptanie butów … nawet sam zdecydowałem się wyciągnąć telefon, coby zrobić zdjęcie, oczywiście, Tomaszowi Knapikowi. Ale: do brzegu Panie Cieśliński. Niektórzy z nas czytają te wypociny, by się więcej dowiedzieć o samym samochodzie…

 15401038_10154812554171912_4961443870441102444_n

Jest dobrze. Jest bardzo dobrze.

Zostaje jednostka 1.5, która do dziś mnie najbardziej ciekawi. Dodatkowo 2.0 dostaje automat z łopatkami – może być zabawnie. Dach otwiera się szybko i jedyną jego wadą, jak to zauważył jeden z dziennikarzy, jest fakt, że trzeba przycisk trzymać by ten się złożył lub otworzył. „Daj 10 minut i potrzymaj nam piwo – nasza ekipa na 100% to ogarnie w kilka chwil” – w ten sposób przeszmuglowałem informację, żem klubowicz i że podzielam jego fascynację tym pojazdem. W środku niczego nie poprawili, a ja oficjelom zawracać głowy nie chciałem, pytając o żółte amortyzatory, czy szansę na beżowe wnętrze. Spodobał mi się natomiast przeźroczysty windshot, ale też nie dopytałem, czy będzie możliwość zamówienia podobnego do zwykłej wersji. Samochód ma być na wiosnę 2017 … i kolejka już jest (zarówno do jazd testowych, jak i zakupu).

img_1605

A że każdy z nas zna już te specyfikacje i wiemy ile samochód można obniżyć by wyglądał jeszcze lepiej, relatywnie ogarniamy ET i rozmiar felgi by poprawić wygląd najnowszej generacji to przejdźmy do najważniejszego – bryły. Ale nie jestem w stanie wam udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Gdy inni pili i zajadali się wspaniałym cateringiem, ja przez godzinę siedziałem w pierwszym rzędzie i analizowałem nowy wygląd MX-5.

To piękny samochód. Wyjątkowo piękny. Ma zadziorność, ma charakter – widać, że zabawa rozpocznie się zaraz po przekręceniu … po odpaleniu silnika. Ale… ale dla mnie to już nie roadster. Jakkolwiek bardzo funkcjonalny w naszym klimacie – szczególnie wczesną wiosną i późną jesienią – dach, trochę psuje kształt, który zwykł mi się kojarzyć z emikspiątkami. Dla mnie Miata to malutki samochód, którego elementem charakterystycznym jest relatywnie długa maska, ramka szyby, kierowca wraz z zagłówkiem i krótki bagażnik. Tak z boku wygląda idealny roadster i tu gdzieś mi to uleciało. Jest tego wszystkiego trochę za dużo.

img_1609

Krótka dygresja, nim przejdę do meritum:

Za każdym razem jak mijam jakiekolwiek cabrio ze swoim systemem Harman Kardon, alcantarą i windshotem zajmującym miejsce pasażerów z tyłu (gdy mam do czynienia z klasą premium) lub jakiś projekt obniżony z głośnym wydechem i wojowniczym kierowcą (gdy trafiam na Astrę lub innego Golfa), za każdym  razem mam ochotę spytać: Why so serious?!?

Właśnie trochę tak zareagowałem na nowego eNDeka ze swoim chowającym się szybkimkuprem. Co się stało ziom? Why so serious?!?

Ale może to moja wina… może wszystko co nie ma otwieranych świateł i dachu, który chowa się w ułamku sekundy wykorzystując siłę mięśni (sic) kierowcy… może cała ta elektronika skradła magię staroszkolnych roadsterów dla takich ludzi jak ja, ale zupełnie to nie przeszkadza nowemu pokoleniu, które bez klimatyzacji i ABSu samochodu sobie nie wyobraża.

Nie ma co analizować do jakiego pokolenia jest adresowany eReF. Samochód trzeba zobaczyć i wyrobić sobie własną opinię. Bo może dla jednych będzie spełnieniem marzeń, a dla innych okaże się zwykłą ciekawostką. Ale samochód jest piękny i widać, że nienaturalnie się czuje stojąc.

15304468_10154812554966912_6160416433826653739_o

Ja? Ja spędziłem cudowne Mikołajki przy akompaniamencie jednego z najpiękniejszych głosów wszechczasów. Z wypiętą klatką piersiową przyjmowałem kolejne ciepłe słowa, jakie padały z ust przedstawicieli Mazda Polska pod adresem polskiego Klubu MX-5 i wszystkich klubowiczów (nie, nie krzyknąłem, że piłem z typem, co SkyFreedom wymyślił – ale chciałem) ciesząc się, że ostał mi się w szufladzie fioletowy krawat, bo jeżeli nie na premierę MX-5 to na jaką inną okazję można taki kolor na siebie przywdziać.

Tagi:

Będzie serią…

12768365_10204728645736376_2170795377207202311_o

Niewiele rzeczy na tym świecie darzy się prawdziwą miłością… i pomijając tą, którą obdarowujemy drugiego człowieka, mamy jeszcze miejsce w sercu zarezerwowane na inne przygody. Dla jednych jest to sport lub jakaś konkretna dyscyplina, inni gustują w kulinariach, kolejni w podróżach, a następni w książkach, teatrze lub kinie. Jedna nie wyklucza drugiej i trzeciej. Ale jedno te wszystkie nasze przygody miłosne łączy … kosztują koszmarne ilości pieniędzy. Jak się zapewne domyślacie, moją jest mój samochód, choć coś we mnie pęka, gdy tak Rudą opisuję. Samochodem jest Corolla E11, Dacia Logan lub Renault Thalia, ale nie moja Ruda. Ruda stała się częścią rodziny, tolerowaną kochanką i sarkastyczną przyjaciółką. Ale nie zmienia to faktu, że budżet jaki pochłania mnie przeraża…

12841191_10204760780499725_5163529854926243297_o

Oczywiście, każdy kto jest bliski tematu, wie że „project car” to skarbonka bez dna i nigdy się nie kończy, jednak żart polega na tym, że nigdy swego samochodu tak nie nazywałem. Nie potrafię grzebać w silniku, niejednokrotnie dwa razy zastanowię się, nim znajdę zbiornik na spryskiwacze i czasami mam nawet problem z precyzyjnym określeniem ilości oleju w silniku. Człowiek taki jak ja z natury rzeczy „project car’a” mieć nie może. Takie pojazdy to nasz klubowy „InoNaTor” Grzegorza lub „Grinch” Michała, a nie Ruda (oryginalnie nazwana w przypływie słabości „Ginger” – „Mutare Drake” by nikt nie zrozumiał). Ja może od czasu do czasu jakieś kabelki podłączę, coś odkurzę, coś zamienię, ale jak przychodzi do zmiany klocków hamulcowych, to dzwonię do Doktora, błagając o pomoc.

13427998_10205421195769694_7466385934397105212_n

Pewnie przez takie postrzeganie swego nabytku, nie byłem przygotowany na ilość rzeczy, których muszę mieć. Jako, że spędzało mi to sen z powiek – dosłownie – przygotowałem sobie listę. A dokładnie, ma połowica zmusiła mnie do przygotowania takowej, bo zaczynała podejrzewać, że liczba rzeczy, które muszę mieć zamienia się w ilość. Lista została spisana i tym samym quasi „project car” otrzymał swój spis treści, a co za tym idzie, początek i koniec. W teorii powinienem po kolei iść wg. punktów i z miesiąca na miesiąc wykreślać kolejne pozycje, ale że człowiek sam nie żyje, że połowica musi mieć nowe szafki, lustra i perfumy, że pies musi mieć nową zabawkę, najdroższą karmę w Europie, a mieszkanie wymaga nowych świeczek zapachowych i pachnących mydełek … to lista wisi dłużej niż zakładałem.

Kable wysokiego napięcia, świece, emblematy Mazda oraz Miata na blendę, plastikowa szyba do dachu, zmienić RE002 na AD08R, doprowadzić HLA do porządku…

11112216_10203510232956818_4833233943621092934_n

Pamiętam, że kiedyś miałem koleżankę, która studiowała psychologię. Za którymś razem, gdy opowiadałem jej o perypetiach mojego życia miłosnego ta stwierdziła, że jest spore prawdopodobieństwo, że jestem masochistą…

Wymiana silniczków szyb lub porządne ich przeczyszczenie, centralny zamek z klapą, ogarnąć lakier bo nadal jakieś dziwne plamki tam wyskakują, błotniki / reperaturki, pomalowanie drzwi, pomalowanie bagażnika, pomalowanie blendy, załatanie dziur po tablicy przód, wymian akumulatora na mniejszy…

Nigdy tak naprawdę się nad tym nie zastanawiałem, bo może nie miałem szczęścia do normalnych partnerek, ale jakby się tak zastanowić, to kto ma…

Wymiana głośników w zagłówkach, przyklejenie lusterka, ogarnięcie oświetlenia kabinowego, wymiana głośników w drzwiach, dystanse do głośników, wymiana szyby przedniej, pomalowanie rollbara, wymiana suwaka w dachu, obszycie foteli, obklejenie boczków drzwi, obszycie daszka zegarów, obklejenie listwy centralnej, wymiana uszczelek trójkątnych okien w drzwiach…

 

 11156140_10203248822261714_8939414825773798027_n


A może coś jest na rzeczy?

Czy rozpoczynanie projektu to pasja, czy samobiczowanie się?
Czy tworzenie listy w ogóle ma sens, czy robimy ją by uspokoić siebie i nadać nieskończoności jakąś symboliczną ramę czasową?

Nie wiem … ale właśnie sobie przypomniałem, że muszę dopisać do listy oświetlenie bagażnika i wymianę tłumika końcowego … oraz kolektor wydechowy i przepływkę.

 

Tagi: ,

Żarty się skończyły

Nie wiem, czy ktoś zadał to pytanie, ale mi ono nie przyszło do głowy.

Pytanie dotyczące liczby rund MmC Rookie niezbędnych, by móc wystartować z dorosłymi zawodnikami.

Pytanie z mojego punktu widzenia było zupełnie nieistotne, bo głównym założeniem zawodów Miata miniChallenge jest fakt, że mile widziani są wszyscy z prawem jazdy i sprawną Miatą.

IMG_4228

Wyścig zbrojeń w postaci nowego zawieszenia, lepszych opon, trzymających tyłek kubełków, czy roll’a … który pomaga zasnąć dzień przed rundą, fundujemy sobie sami.

Dlatego ja założyłem, że wystartuję w MmC dopiero wtedy, kiedy będę czuł się gotowy … czytajcie: kiedy będę miał 100% pewność, że się na pierwszym zakręcie nie zbłaźnię, na drugim nie potrącę flagowego i na trzecim nie ufunduję sobie parkingu z przerwą na telefon do blacharza.

Natomiast okazało się, że pytanie powyższe, powinienem sobie zadać już przed Ułężem, na którym przeżyliśmy pierwszą rundę MmC Rookie w tym roku.

IMG_4265

Piszę o tym, łamiąc wszelkie reguły „Od czego należy zacząć relację z…”, bo poniższa sytuacja została mi najbardziej w głowie. Ten moment, gdy jadąc po szybkim slalomie połączonym z testem łosia, zostałem zawołany przez Pana Krzysztofa, który przekazał mi, że jeden z organizatorów dorosłego MmC uważa, że część z nas jest gotowa na starty w normalnej rundzie i on jak najbardziej się z tym zgadza.

Ja zdaję sobie sprawę, że to miał być komplement, ale autorowi tych wypocin tak się oczy powiększyły, że zapomniałem – chyba – powiedzieć: dziękuję … i wróciłem powoli na start.

„Bo tu nie ma się czego więcej nauczyć, drodzy Państwo”.

„Rookie nie zastąpi prawdziwych startów”.

„Macie do dyspozycji instruktorów, którzy bardzo chętnie zrobią z Wami okrążenia na prawym, w trakcie sesji treningowych MmC”.

Te i inne zdania wypowiedziane przez uczestników Miata miniChallenge zdawały się potwierdzać ocenę Pana Krzysztofa i organizatorów, ale chyba nie byłem na nią gotowy.

IMG_4180

Najśmieszniejsze jest to, że dopiero teraz, pisząc powyższe zdania, zdałem sobie sprawę ile się wczoraj nauczyłem…

Zwróciłem uwagę na to dopiero teraz, bo chciałem rozpocząć kolejny akapit od argumentów, dlaczego uważam, że jeszcze kilka sesji by mi się przydało… ale zabrakło mi ich (argumentów, nie sesji).

Ten początkowy slalom, którego pachołki były rozstawione w różnych odległościach, nauczył mnie pokonywania szykany, ale i przy okazji przeszkód, które mogą pojawić się za zakrętem na zwykłej drodze. Teraz już wiem, co zrobić jak zacznie mi przód lub tył uciekać.

IMG_4247

Kolejny slalom, o wiele szerszy i szybszy, pomógł mi wyrobić sobie odpowiednie nawyki w trakcie pokonywania zakrętów, ale także pokazał co dzieje się z samochodem na łuku, gdy tylne koła stracą przyczepność na śliskiej trawie.

IMG_4240

Końcowy  i – dzięki instruktorowi – zabawny test łosia, nauczył mnie nie tylko szybkiego reagowania na nagłe wymuszenie kierunku jazdy, ale i jak po uratowaniu psiaka, który wyskoczy nam na ulicę, wrócić na wcześniej ustalony tor jazdy (a nie do lasu … no chyba, że tam chcieliśmy znaleźć się od początku).

IMG_4304

Zrozumiałem, że chciałem wpaść w polemikę, bo dorosłe Miata miniChallenge to w moim odczuciu cały czas miejsce, w ten lub inny sposób, elitarne … lecz dopiero kilka chwil temu, zdałem sobie sprawę, że to impreza, gdzie kierowca uczy się rozmawiać z własnym samochodem. Miejsce w którym doświadczeni instruktorzy tłumaczą Ci, jak ta symbioza z waszym pojazdem wygląda, co Ty możesz zrobić dla niego (pojazdu, nie instruktora), jak on może wam się za to odwdzięczyć oraz jak bardzo jest to nam potrzebne.

IMG_4324

A nasz kochany Pan Krzysztof, instruktor i opiekun MmC Rookie, niczym zatroskana mama, wypycha nas z gniazda … bo już czas opuścić strefę komfortu i pójść do szkoły, gdzie naklejki z serduszkami i słoneczkami zamienimy na prawdziwe oceny, a pachołek zostanie zastąpiony oponą, bo w prawdziwym życiu ten może być człowiekiem lub co gorsze słodkim kociakiem*.
IMG_4300
MmC Rookie miało mnie nauczyć podstaw, ale najśmieszniejsze jest to, że kibicując wieczorem zawodnikom dorosłego MmC zdałem sobie sprawę, że nawet oni nie wszystkie znają.

 

Tak.

Żarty się skończyły … na Ułężu niżej podpisany żółtodziób będzie startował z elitą MmC.

Pozdrawiam,
Ex-Rookie

Post Scriptum: Za brak prawdziwej relacji z II Rundy Miata miniChallenge przepraszam, ale tym razem było tyle roboty na Rookie, że ledwo mi sił starczyło na obserwowanie i rozmawianie z zawodnikami dorosłej rundy.

Post Post Scriptum: Szukam dobrego blacharza i lakiernika – profilaktycznie.

Post Post Post Scriptum: Kupię nowe AD08R w dobrej cenie. 195/50 w rozmiarze piętnastym.

 

 

* mam na myśli oczywiście małego słodkiego zwierzaka**, nie wyjątkowo skąpo ubraną studentkę prawa i początkującą modelkę.

** i w tym przypadku, mam na myśli ssaka: felisa catusa … czy jak mu tam.

 

Tagi: , , ,

O tym jak na seryjnej oponie, zwykłym zawiasie i czapce z daszkiem zwojowałem tor … prawie.

Już od samego początku wszystko zapowiadało się po myśli tych, którzy datę 9 kwietnia utożsamiali ze swą pierwszą, lub jedną z pierwszych, wizyt na torze. Miało być zimno, miało padać, miało być surowiej niż milej. Miało być tak, by oddzielić mężczyzn od chłopców, G.I. Jane od Barbie.

I Było.

Max Rockatansky

Nie wiem, czy każdy interpretował Miata miniChallenge Rookie jak ja, nie wiem też czy każdy miał takie same nadzieje, ale chciałem się dowiedzieć, czego nie wiem. Chciałem się nauczyć tego, czego nie potrafiłem. Chciałem się dowiedzieć, czego nie potrafię. Dowiedziałem się i … trochę nauczyłem. Ale o tym później.

Ekipa budowlano-remontowo-pomagająco-bannerowa

Stawiliśmy się wczesnym porankiem na terenie Moto Parku Ułęż. Chwilę później bez odgórnego podziału, sponsor nie sponsor, kucharz z tragarzem, każdy chwycił za karton koszulek, paczkę smyczy, młotki, gwoździe, dmuchane namioty, czy flagi. W ekspresowym tempie jedna grupa przygotowała pomieszczenie na pierwszą rundę MmC, druga natomiast zajęła się bannerami, pompowanymi bramami i wszelakimi proporcami sponsorów. Gdy już wszystko było gotowe DJ zaczął grać, dziewczyny rozpoczęły weryfikację uczestników, a organizatorzy zwoływali zawodników, by rozpocząć odprawę. Od tej pory cykl Miata miniChallenge 2016 oficjalnie się rozpoczął… choć dla mnie, to właśnie pierwsze przekleństwo, uderzenie młotka, pierwszy rozwalony palec i dźwięk turlającej się wody, uciekającej ze zgrzewki przy akompaniamencie krzyków, by „łapać ją” to właśnie dźwięki nadchodzącego MmC.

Ilu zawodników MMC potrzeba do...

Grupy podzielone, szczeniaki w kolejce za białą eNDe pojechały na oddzielną część toru, specjalnie zresztą dla nich wydzieloną … a ja wraz z nimi. Gdyż tym razem zdecydowałem się rozpocząć cykl MmC od właśnie szczeniaków, oficjalnie znanych jako Rookie.

Rookie

Byłem przekonany, że wiem dużo – i by nie zdradzać za wiele, to prawo jazdy mam bardziej 20 lat, niż 10, więc czas i doświadczenie za kierownicą mogłoby potwierdzać teorię, że w niektórych sprawach mogę się wypowiadać, jako człowiek, który kilka tysięcy (a może i naście) kilometrów / godzin za kierownicą spędził.

Ale po kolei.

Zbiórka

 

Rozpoczęliśmy od teorii.

Mimo, że mnie ciągnęło do driftu, zaciągania ręcznego i brania zakrętów 120 km/h, to wyjątkowo zaciekawiło mnie to co Panowie z DriveArtu mówili na temat tego, jak powinniśmy siedzieć w samochodzie i dlaczego.

3,2,1 ... Start ... i na jedynce cały przejazd.

A gdy już wsadzili nas do samochodów, wyruszyliśmy na start zajmując (bardzo możliwe, że pierwszy raz) odpowiednie pozycje za kierownicą na pierwszy test. No bo co może być trudnego w przejechaniu bez sprzęgła i (najlepiej bez) hamulca prostego slalomu na pierwszym biegu ucząc się odpowiedniego operowania kierownicą … a nie zapominajmy, że Mazda MX-5 to wyjątkowo zwrotny samochód.

Szkoda tej felgi na tor !!!

By nie rozpisywać się za bardzo, potrąciłem czwarty pachołek, jadąc około 5 km/h ze wciśniętym sprzęgłem i hamulcem, operując jedną ręką opartą na kierownicy tylko dłonią (jak to instruktor powiedział: cały slalom machałem do niego, więc i on do mnie odmachiwał) … i chyba zjarałem sprzęgło.

Poniżony testem, niczym klasyczny szczeniak podkuliłem ogon i byłem gotowy wyruszyć na dorosłe MmC, bo tam jak popełni się błąd, to jest on bardziej męski: rozwalony bok, skoszona trawa, cieknąca chłodnica lub w najgorszym przypadku kiepski czas. Tutaj natomiast okazuje się, że nie potrafisz operować kierownicą… a przyznajmy – jest to relatywnie podstawowa umiejętność, którą powinien posiadać każdy, kto wsiada do samochodu.

Obciach i tyle.

Ehhh...

Za drugim przejazdem krzyczeli bym jechał szybciej, puścił sprzęgło (skąd on do cholery wiedział, że oszukuję) i myślał o magicznym kolejnym pachołku, a nie aktualnie mijanym.

Popukałem się w głowę i karnie stanąłem w kolejce, by przejechać trasę trzeci raz i przy najbliższej okazji urwać się grupie, by zacząć piszczeć oponami, niczym dorosłe samce.

Nie wiem, dlaczego, ale za trzecim przejazdem – pewnie przez chwilę słabości, bo nikt mi nie będzie mówił co mam robić – posłuchałem się instruktora i puściłem sprzęgło, skręcając w lewo olałem prawą stronę kierownicy (i vice versa wraz z savoir vivre oraz ad hoc) i zacząłem koncentrować się na kolejnym pachołku. I tak, powinienem napisać, że przejechałem slalom perfekcyjnie … ale nie zrobiłem tego, choć pierwszy raz przejechałem go poprawnie.

Spodobało mi się.

Korekta teorii...

Po trzecim przejeździe zebraliśmy się, wymieniliśmy uwagami, dokonaliśmy korekt (głównie w głowach, ale przyzwyczajenia z zimnym łokciem i dłonią na kierownicy z manewrów parkingowych są nieprawdopodobnie zakorzenione w mych odruchach) i ruszyliśmy na slalom ‘na dwójce’.

Podobna sytuacja: odpowiednie ułożenie dłoni na kierownicy, zapomnienie o sprzęgle i hamulcu, koncentracja i … jest naprawdę fajnie.

Zbiórka, wymiana uwag, więcej śmiechu niż płaczu i kolejny slalom – tyłem. Muszę powiedzieć, że wyjątkowo śmiesznie wygląda grupa samochodów ustawiona tyłkiem do startu z białymi żarówkami święcącymi się miast stopu. Tu pojawiło się kolejne wyzwanie, które – nie wiem jak u innych – ale u mnie było spore: pamiętać, by przy haśle „3,2,1,START” być na wstecznym biegu, nie na jedynce … bo przede mną (a może za mną) stała piękna biała eNDe (z kapitalną ekipą Nivette Mazda – pozdrawiam !!!) i warto by nie przygrzmocić w jej nowiutki zderzak.

Wężykiem, wężykiem...

Tu natomiast już całkowicie poddałem się instruktorom, wyczyściłem głowę i słuchałem się każdego polecenia: koła prosto, prawe lusterko, celujesz i już lewe lusterko, nogi do góry, zero hamulca i sprzęgła, i prosto, i prawe i prosto i lewe… i tak dalej. I od nowa tylko szybciej… spodobało mi się.

Oj, jak mi się spodobało.

Ostatni byli pierwszymi...

Test łosia następujący po slalomie na wstecznym zrobiła tylko moja połowica, bo godzina wzywała na obiad, a ja nawet nie zorientowałem się, że byłem na torze już 3 godziny.

Typowy eNCek...

W trakcie spożywania posiłku, dane nam było przemyśleć kilka rzeczy (które następnego dnia wyklarowaliśmy z organizatorem cyklu) i mimo, że wiele można było usprawnić w trakcie samego szkolenia szczeniaków, to nie zmienia faktu, że sam kurs dał mi tyle samo frajdy, co jeżdżenie po torze z gazem wciśniętym w podłogę. Innego rodzaju frajdy, ale to nie zmienia faktu, że pokonanie trudnego technicznego toru na wstecznym jadąc z prędkością 15 km/h i analizując okolicę jedynie w bocznych lusterkach, daje tyle samo radochy, co ucięcie kilku sekund na okrążeniu. Różnica polega na tym, że slalom przejechałem dzięki nauce i wyrabianiu dobrych nawyków (lub modyfikowaniu ich), a cenne sekundy niejednokrotnie urywałem dzięki szczęściu…

Tworzenie strategii...

Po przerwie na schabowego nie wróciłem w ramach bonusowego czasu na testowanie swego refleksu, ale wiem, że na kolejne MmC przyjadę także by jako potulny szczeniak, czerpać wiedzę o tym, czego nie wiem i nie umiem. Po tym co zaobserwowałem w trakcie pierwszej rundy Rookie, to wiem, że uważne słuchanie i wprowadzanie w życie kolejnych wytycznych Panów z DriveArtu nie tyle uczyni mnie lepszym zawodnikiem, który ‘wyprzedzi Ślubę’, a lepszym i rozsądniejszym kierowcą.

Tagi: ,

MX-5 Klub Polska w Radiu ZET

Ci, którzy nie dali rady wysłuchać audycji w Radiu ZET w ostatnią niedzielę mogą posłuchać materiału klikając guziczki poniżej 🙂 Miłego słuchania 🙂

wejście 1

wejście 2

wejście 3

wejście 4

wejście 5

 

Top