Szkoda jej na tor

11056838_10203015623951902_1507738448_n

To, że samochód służy do jeżdżenia, a nie do (tu należy wpisać dowolną inną czynność) powtarzają mi ludzie od dawna. Ludzie zadowoleni ze swoich wyników 6 litrów na 100 kilometrów lub chwalący się rachunkiem z ASO. Prawdopodobnie każdy użytkownik MX5 w jakiś tam sposób przeczy rozsądkowi, a w sekcji ‘należy wpisać dowolną inną czynność’ obstawiam, że umieszcza oklepany slogan marketingowców: ‘do zabawy’. Do wczoraj utożsamiałem się z bulwarowcami, czyli właścicielami samochodów bardziej wyglądających, ale już nie koniecznie idealnie jeżdżących. W piwnicy czeka na mnie czerwona klapa bagażnika, a ja od dwóch tygodni zastanawiam się, czy uda się ją ‘w Lipkowie’ wypolerować tak, by pasowała kolorem do reszty samochodu, czy trzeba będzie malować. Od miesięcy żongluję pomysłami jakby tą swoją Rudą obniżyć, bo patrzeć na nią nie mogę. Dziurawy kolektor pierdzi, a w połączeniu z podartymi gumkami drążka skrzyni biegów wprowadzają co ranek przyjemny zapach napalmu do kabiny. Trzecie radio leży na półce i czeka na emulator MP3, by z frontu było oldschool, a w rzeczywistości było highend. Do wczoraj…

Wstałem o 6 rano, zjadłem śniadanie, obudziłem ‘drugiego kierowcę’ która zwyzywała mnie od najgorszych i zapakowałem wszystkie graty z bagażnika do torby. Na fotelu obok wylądował pożyczony kask, a na ziemi wylądował plecak z trytrytkami, duct tape, 2,5 litra bąbelków, kominiarka i rękawiczki (o kurde – zapomniałem oleju – może ktoś będzie miał). Z Funky’m podjechaliśmy na stację, ten zatankował, ja zredukowałem ciśnienie w umierających oponach. Dojechaliśmy spóźnieni, a większość ekipy lokalnej już była na miejscu. Chwilę później dojechała pozytywnie zakręcona ekipa reszty świata i rozpoczęła się inspekcja połączona ze znakowaniem… i tak przez dwie godziny umieraliśmy z zimna, nudów i deszczu. Powtarzałem sobie, że w następnych terminach będzie lepiej – w końcu jest marzec, więc nie ma co przesadzać. Kilku ‘drugich kierowców’ stawiło się kilka chwil przed briefingiem i zaczęło się.

Dżunior z Kamilem Kitą (powiadają, że nie jest to jego nazwisko) i Michałem Ślubowskim (nie zaprzeczał, więc zapewne dane się zgadzają) oraz ekipą wprowadzili nas w tajniki zachowania się na torze oraz harmonogram dnia. Podzieleni na grupy ruszyliśmy na tor – spektakularnie przygotowany noc wcześniej przy pomocy lokalnych asystentów (nie wymienię których, bo wszystkich nie poznałem, a pominąć nie chcę nikogo). Już po pierwszym okrążeniu na okulary nałożyłem zielone linie z Forzy, profesjonalnie mijając ‘o centymetr’ wszystkie opony. Odpaliłem soundtrack z NFS: Underground i z hasłem: Shut Up – I got this wyruszyłem na trasę. Kilka okrążeń, odpoczynek, kolejne ‘drugiego kierowcy’ z instruktorem (ku mojej uciesze udało mi się poprosić Weraxxx o ‘pojedziesz z moją Gohą?’ i całe szczęście zgodziła się … niestety pomyślała, że Tan się tak zwie i do jej Memories’a się załadowała) i pół godziny pitstopu. Mój ‘drugi kierowca’ miała możliwość przejechać się z KAMILcom, więc przez całe pół godziny słuchałem rad i pomysłów na pokonanie toru optymalnie. Niewiele słyszałem, bo adrenalina krążyła w całym ciele, a ja nie mogłem się doczekać kolejnego okrążenia. Nie było już zimno, deszczu nie czułem, kobiety swej nie słuchałem. Podglądałem innych kierowców i analizowałem ich metody pokonywania zakrętów. Kolejna seria w moim odczuciu była znacznie szybsza… Te zakręty na styk, to latanie bokiem (pierwszy bodaj raz w życiu … nie licząc groźnych wyjazdów z parkingów spotowych) i te zastraszające prędkości. Przerwa i ‘drugi kierowca’ za kołkiem. Ktoś tam wspominał o wynikach czasowych na żywo updateowanych na fb, inni sprawdzali ciśnienie w oponach. Mnie to mało interesowało. Bawiłem się jak nigdy i – jak już wcześniej zapowiedziałem – ścigać się nie zamierzam. Tja…

Już szykowaliśmy się do drugiego startu, gdy Weraxxx wskoczyła do Szy stojącego przede mną. Ciekaw byłem co z tego wyjdzie, bo z Szy jechaliśmy z podobnymi wynikami… na oko. Lubiłem za nim jeździć, bo ni przyhamowywać nie musiałem, ni nie uciekał mi specjalnie – więc nie czułem tego delikatnego poniżenia. Tja… Nie wiem co Szy powiedziała Weraxxx, ale wyglądało to tak, jak podobno wygląda NA przed i po przeszczepie 1.8 z NBFL’a… Uciekł… Albo inaczej … on wystartował (choć, wierzcie mi – popularne przekleństwo, synonim szybkiego uciekania o wiele bardziej tu pasuje). I nie wiem, czy to chęć zaimponowania pięknej kobiecie, czy magiczne rady instruktorki uwolniły w Szy ukrytego Schumachera, ale coś się w mojej głowie przestawiło… Następne kilka kółek miałem pokonać z KAMILcom’em, ale zarządzono pitstop dla wszystkich więc jedyne co mi zostało w głowie, to nasza krótka rozmowa. Kolejne okrążenia pokonywałem z hasłem przekazanym przez instruktora…„Większość myśli, że im bliżej tym szybciej (patrz wyżej). Im tyłek bardziej lata, tym lepiej (patrz wyżej). Pamiętaj – podstawa, to dobry tor jazdy.” – tego mitycznego toru niestety nie udało mi się poznać, ale będzie jeszcze okazja. Gdy przyszła kolej na przejazd ‘drugiego kierowcy’ zostałem poproszony o jazdę na prawym – mocno niechętnie się zgodziłem i zrozumiałem, że wpierdziel jaki ma połowica spuszcza mojej kochance jest dramatem, którego nie chcę już nigdy obserwować. Piszczała, krzyczała i rzucała się jak szalona … ale przeżyła. W nic nie przywaliliśmy. Nic nie urwaliśmy. Nic nie pociekło i nic nie wybuchło.

I tak się Drodzy Państwo zaczęło…
Ostatnie okrążenia zrobiłem nie licząc lakierowania potencjalnego zderzaka. Nie analizując czy Brożyn odbierze ode mnie telefon w sobotę. Nie myśląc co się stanie jak tutaj dodam więcej gazu, a co jak hamulce nie zadziałają. Ostatnie okrążenia przejechałem według rad KAMILcom’a spuszczając taki wpierdziel swojej Rudej, że to powinno być karane.

Bo Drodzy Państwo … to grzech nie zabrać swojej Kochanki na cykl Miata Mini Challenge. Bo niestety, wasze kochane Miaty to fanki BDSM. To widać, to się czuje, to same mówią po kilku godzinach na torze. To nie kobiety kochające spacerowanie w centrach handlowych lub podziwiające widoki pobliskiej starówki – to całkowite wariatki, które od czasu do czasu muszą dostać od swych właścicieli wpierdziel.

Dlatego może i samochód służyć ma do jeżdżenia, ale definitywnie MX5 służy także do zapierdalania po torze.

Arvi

Posted in MiataTravel, Relacje klubowe