Balkans Drift 2010 part 1

Reportaż by: Mistrzyni Z.
Wsparcie pt: gdzie my do diabła wtedy jechaliśmy by: Majkel C
Dobór zdjęć: Mistrzyni
Autorzy zdjęć: Misza/June oraz Fajf/Ania

I oto kolejna wycieczka zaczęła się walką z czasem. :mrgreen:

Ekipa z Wawy po dość szybkim, ale ohydnie późnym starcie i nabraniu tempa zatrzymała się na małą kawę (i duży McZestaw) kilkaset metrów za Jankami. Zgodnie z przyjętym przy tego typu wyjazdach protokołem:mrgreen: . Nie ukrywajmy, że mocno zawaliła Mistrzyni która o 15tej dopiero wylądowała na Okęciu po niezwykle ważnym spotkaniu służbowym w Złotych Piaskach. Warszawa dotarła do punktu zbornego w Szklarskiej w środku nocy ledwo żywa, zmęczona jak koń po westernie, bo stan polskich dróg jaki jest wszyscy wiedzą. Ale i tak wszystkich zaskoczył Dżunior, który w znanym większości pensjonacie Przy Skałkach zameldował się o wschodzie słońca jak bohater romantyczny Mickiewicza czy innego Słowackiego?
Towarzystwo ze Świebodzina, Poznania oraz Bydgoszczy ze względu na brak Mistrzyni i Dżuniora w ekipie, nie miało tego typu problemów i na miejscu zjawiło się o ludzkich porach. :kciuk:

Sobota

Start: Szklarska Poręba
wyjazd ze Szklarskiej w stronę południowej Austrii.
dojazd na nocleg okolice Klagenfurtu w Schiefling am See

dystans dzienny:
678 km -> Praha -> Strakonice -> Passau -> Wels -> Liezen
lub
647 km -> Praha -> Ceske Budejovice -> Linz

Dzień przewidziany został na dojazd, wiec rozpoczęliśmy go wspólnym tankowaniem (paliwa, rzecz jasna), upychaniem rzeczy niezbędnych (temperówek i sznurowadeł) w miejscach, które będą łatwo dostępne (tak! tak! są takie miejsca w Miatach), ustawianiem siedzeń (ktoś je złośliwie poprzestawiał wcześniej) oraz basów sprzętów grających w optymalnej (dla tychże basów) pozycji.

1 1a 1b

Po odstaniu swojego w korku, zwialiśmy dość szybko zostawiliśmy za sobą polski asfalt i po nabyciu w przygranicznym kantorze środków płatniczych na syr oraz winietek, rozpoczęliśmy wędrówkę gładziutkimi czeskimi drogami. :winner:

1c

Pierwszy poważny pitstop wypadł w Czeskich Budziejowicach, gdzie w planie było pożarcie syra z tatarską omaćką. :mrgreen: Plan został wykonany, na rynku odbyła się również pierwsza sesja zdjęciowa oraz wizje na temat produkcji i reżyserii filmu akcji „Samotna butelka i bruk”. Tytuł nie został dopracowany jakoś szczególnie mocno, ale mógłby zdradzić główny wątek i nikt by nie poszedł na nasz film do kina, a mieliśmy apetyt na stworzenie hitu na miarę „Nocy i dni” Z ostatnich ustaleń wynika, że ze scenariuszem zapoznaje się Juliusz Machulski a w roli butelki ma wystąpić Eddie Murphy. Na rolę bruku ostrzy zęby Halinka Młynkowa.. :mrgreen:

2 2a

Następnie runęliśmy pożerając kilometry i resztki syra w stronę Austrii. Pamiętając zeszły rok mieliśmy ochotę na powtórkę licząc, że cywilizacja wciąż nie zniszczyła terenów koło Nockhalm.. :mrgreen:
W trakcie przejazdu autostradą stało się to czego obawiali się wszyscy – niebo spadło nam na głowy. Pocieszającym się wydaje fakt iż spadło nie w postaci meteoru tunguskiego lecz jedynie jako hektolitry wody… I to w takiej ilości, że nie byliśmy w stanie jechać, bo nie było nic widać, a na drogę leciały nie tylko gałęzie, ale wręcz całe drzewa. Zjechaliśmy więc z głównej drogi i ustawiliśmy się z boczku, unikając towarzystwa drzew, które mogłyby zlecieć nam na miękodache miaty, usiłując przeczekać. Gdy trochę przestało lać, z domku nieopodal wybiegł Austriak w długich gaciach, ale bez piórka (sic! – pewnie element napływowy informując, iż droga na której staliśmy jest nieprzejezdna. Co kraj to obyczaj, trochę nas zatkało, ze był tak miły i nas o tym poinformował narażając się na zamoczenie swojej osoby – dzisiaj myślę, że ten deszcz był powodem braku piórka. :cool: Po prostu nie chciał go zmoczyć. Zawróciliśmy w kierunku zawalonej drzewami autostrady i mieliśmy okazję obejrzeć jak zorganizowani są przedstawiciele odłamu nurtu: “ordnung must sein”. Burza zwaliła wiele drzew na autostradę. Powstał gigantyczny korek, który na szczęście oglądaliśmy jadąc w przeciwnym kierunku (wyjaśnienie dla fizyków: właściwie to w kierunku tym samym, ale o zwrocie przeciwnym do korka). W 10 minut po tym jak deszcz osłabł na miejscu były już odpowiednie służby, które zajęły się usuwaniem drzew z drogi i szast-prast wszystko zaczęło znowu działać.. POSTULAT: wysłać nasze służby porządkowe na szybkie szkolenie do Osterreich. :winner:

Późnym wieczorem dotarliśmy do miejsca przeznaczenia czyli Schiefling am See. Chwilę trwało znalezienie samej kwatery, bo navi nam zgłupiała, a dróżki nad jeziorem były jakieś takie nie prowadzące tam gdzie trzeba.:roll: Pensjonat okazał się być słitaśny oraz dysponował tym czego potrzebowaliśmy czyli odpowiednią ilością wina oraz trampoliną. :mrgreen: Rozpoczął się wieczorek rekreacyjno-relaksacyjno-skoczny. Mistrzem i imprezy oraz trampoliny został Dżunior i jego okrzyki bojowe. Nie będziemy cytować . Hje, hje, hje :mrgreen::mrgreen:

3 3a 3b

Niedziela
Dzień pobytowy na zwiedzanie okolic: Austria + górska Słowenia (Alpy Julijskie)
zasięgi drogowe noclegu:
od Maria Worth:
-> Maribor 130 km
-> Kranj -> Ljubliana 60 -> 130 km
-> Kranjska Gora -> Bovec 100 km
-> Tarvisio 90 km
-> Gmund (Malta) 88 km
-> Reichenau (wjazd na NockAlm Strasse) 60 km

trasa dnia 320 km
Schiefling am See → Bovec → Boka
http://tinyurl.com/4xnny3x

Schiefling am See → Nockalm → Nocleg
http://tinyurl.com/3qxmuar

Po spożyciu śniadanka i dokładnym obejrzeniu w świetle dziennym dziwów (było czysto i obsługa się wciąż uśmiechała), w które obfitował pensjonat udaliśmy się zwiedzać. :mrgreen:

4

Jak się okazało Fajf świtkiem wstał i wypucował swój pojazd. Reszta wolała spać, ale co się odwlecze …. Nie zdążyliśmy przejechać wielu kilometrów jak na drodze pojawiła się myjnia. Więc wszystkie wehikuły zostały wypucowane grupowo. O radości!! O błogości!! :mrgreen:

5 5a

Po wypucowaniu zdecydowaliśmy się wreszcie dołączyć do Fajfa i nakleić naklejki wyjazdowe. Była to trudna sztuka, bo tym razem strzeliliśmy je sobie plotowane i naklejenie czegoś takiego wcale nie jest proste. Autorką projektu była Lilu, która ze względów ogólnych nie mogła wziąć udziału w wycieczce. Tęskniliśmy!

6

Plan dnia był taki, że odwiedzimy Alpy Julijskie i Słowenię w celu obadania stanu tamtejszych dróg. Wypadł zdecydowanie zadowalająco. Krajobrazy Julijskie również. Wdrapaliśmy się dosyć wysoko w góry na Vrsic Pass, gdzie było sporo śniegu, który niezmiernie uradował Fajfa i Dzuniora. Oczywiście musiało się odbyć rzucanie śnieżkami, bo inaczej byłoby nieważne.

7a 7b 7d 7f 7g 7h 7i 7j

Obejrzeliśmy z dystansu 106 metrowy wodospad Boka, znajdujący się w okolicach Boveca, pomoczyliśmy nogi w lodowatych „white waters” – nic nikomu nie odpadło, choć woda była tak lodowata, że masakra!

8 8a 8b 8c 8d

Potem zaczęliśmy się zastanawiać jak wracać i sentymenty przeważyły. Runęliśmy znowu bryknąć sobie trasą Nochalm. Pokonaliśmy ją troszeczkę wolniej niż ostatnim razem. Normalnie powinna trwać 2,5 godziny, a w naszym wykonaniu trwała 45 minut z przerwą na ukojenie nerwów i drżenia ud oraz sławne siusiu. Niach, niach, niach :winner: :mrgreen: :cool:

9

Cdn… :mrgreen:

 

Posted in MiataTravel, Relacje klubowe