Bułgaria Drift 2012 – część 1 (Węgry, Rumunia, Bułgaria)

*Relacja sporządzona jest wybiórczo i składa się jedynie ze zdarzeń, które przyszły mi do głowy w trakcie jej pisania
**Droga Ekipo Zlotowa, jeśli znajdziecie braki lub niespójności proszę o PW, będą erraty 🙂

kolaz

Dzień 1. 

 

60 minut do godziny zero. Wybieramy się z mieszkania. Szybko, miarowo i zdecydowanie. Mazda zapakowana, dzielnie utrzymuje dwutygodniowy bagaż oraz załogę.

 

45 minut do godziny zero. Tankowanie. Kawa. Żyjemy 🙂

 

15 minut do godziny zero. Stawiamy się na umówionym miejscu. Jesteśmy pierwsi.
Godzina zero. Na umówione miejsce przyjeżdża Bartelec z Karoliną. Hmmm, a gdzie reszta?

 

(przestaliśmy patrzeć na zegarek). Przyjeżdżaja reszta ekip. Jest z nami Kub, Boro, Janio i Kasia, na końcu przybywa Padre z Weroniką w błyszczącej, pachnącej nowością amfibii zwanej NC. Szybki uścisk dłoni, PMRki w garść i ruszamy!

 

Lecimy przez Górę Kalwarię w stronę Sandomierza, gdzie mamy pierwszą dłuższą przerwę.
1
Zbieramy załogę Zbych+Bożena i lecimy dalej. Kilkadziesiąt kilometrów przed granicą ze Słowacją dołącza do nas Rafał z Agnieszką. Jesteśmy w komplecie
Wieczorem docieramy do Tokaju na Węgrzech, udaje nam się znaleźć miejscówkę na nocleg (co w obliczu lokalnego święta nie było takie proste). Plan na przyszły dzień: dotrzeć w głąb Rumunii.
Dzień 2. 

 

Poranek w Tokaju budzi się baaardzo leniwie. Opuszczamy kwaterę i kombinujemy śniadanie na mieście. Przy okazji udaje się uchwycić nasze bolidy w grupie.
2
Wyjazd z Węgier jest mocno przygodowy. Trafiamy na nieutwardzoną drogę, decydujemy się jej nie omijać.
3
Na szczęście jest to tylko kika kilometrów. Na nieszczęście wystarczyło, aby zawieszenie naszej miatki pozbyło się (nie)zbędnych części. Tracimy nakrętkę od śruby mocującej górny wahacz. Dzikim fartem udaje nam się wychwycić sokolim okiem usterkę zanim spowodowała poważniejszą awarię 😉
a
Niezawodni okazują się miejscowi, którzy podrzucają nam pasującą nakrętkę, my w zamian odwdzięczamy się międzynarodową, półlitrową walutą. Samochód wygląda na sprawny – śmigamy dalej!
Postój na obiad – kolejna okazja do uchwycenia naszych maleństw.
b
Obiad udaje się dogadać językiem francusko-rumuńskim, chociaż przychodzi to z lekkim oporem. Ostatecznie tym razem jedzą wszyscy 😉 Po obiedzie trafiamy na cudowne winkle z jeszcze fajniejszymi widokami.
c d
W międzyczasie dokręcamy Zbychowi akumulator, co rozwiązało problem, który z kolei nękał jego pojazd. Szybka akcja i malownicze zawracanie.
Untitled-6
Noc w motelu sam-nie-wiem-gdzie, było mi już wszystko jedno 😉

Dzień następny miał przynieść przełom, oto przed nami rozciągała się wizja przeganiania naszych pociech po szosie Transfogaraskiej!
Dzień 3. Oto stało się. Docieramy do szosy Transfogaraskiej.
Untitled-7
Rozpoczynamy wspinaczkę. Na prostych omijamy maruderów, na winklach natomiast uważamy na miejscowe krasule. Utrudniają ruch ale za to świetnie pozują do zdjęć 😀
Untitled-1
Połowa trasy za nami, ta gorsza bo pod górę 😉 Postój w zatoczce, rzut oka na winkle, które właśnie pokonaliśmy – to jest to! Opadły nam szczęki. Widok niesamowity! Pięknie wijąca się trasa, przestrzeń, maaasa przestrzeni, chłodniejsze powietrze, tlący się na zboczu ogień zasnuwający smużką dymu część widoku, skały wyłaniające się spod miękkiej trawy, w oddali zielona dolina – po prostu cudo!
Untitled-2
Niemal idealny moment wyjazdu zostaje jednak zmącony…
e
Miśka Kub-a zaczyna mieć dosyć trudów wspinaczki i łapie zadyszkę. Mina prowadzącego mówi sama za siebie 😉 Robimy co w naszej mocy (a moce nasze słabe, oj mizerne wręcz), bierzemy do ręki klucze już po raz trzeci i próbujemy coś wymodzić. Z pomocą przychodzi niezawodny Boro i odprawia gusła.

Untitled-3

Bardzo skuteczne jak się z resztą okazuje 😉 Miśka Kuba wraca do formy i przestaje odstawiać fochy.

Zjazd z góry wije się przez kilkanaście kilometrów, i jest to absolutnie najfajniejsza część dotychczasowej trasy. Mnogość łuków, zakrętów i nawrotów powoduje, że każdy ma banana na twarzy. Grupa trochę się rozbija, widać kto widzi tylko zakręty a kto zwraca uwagę również na widoki 😉 Łapiemy się na dole i reanimujemy nasze pasażerki, narażone przez poprzednie kilkanaście minut na duże zmiany wysokości i szybkie zmiany kierunku jazdy 😉 Każdy ma swój własny, niezawodny sposób 😉

Untitled-4

Dłuższą przerwę robimy pod wielgachną tamą, tworzącą jezioro Vidraru, u podnóża której spało trzech wesołków z Top Gear w trakcie ich rumuńskiego speciala.

Untitled-8

“- Kub, tam właśnie spał Jeremy. Czujesz to?”
“- No, powiem Ci tak: zaje&!$cie”*

*dialog improwizowany na potrzeby relacji

Wieczorem docieramy do Bałcziku w Bułgarii, udaje nam się znaleźć przytulny hotel z basenem. Logujemy się tutaj na 3 noce z planem porządnego wypoczęcia i wygrzania gnatów południowym słońcem.

cdn.

 

Posted in MiataTravel, Relacje klubowe